Hmm... na początku chciałabym podziękować za wsparcie, pozytywne komentarze i słowa otuchy tutaj, jak i na mojej facebookowej stronie, którą możecie znaleźć w zakładce Kontakt.
Jest mi niezmiernie miło czytając to wszystko, dzięki czemu znajduję motywację do pisania tej historii dalej. Pamiętajcie, że Oliwia powstała dla Was, byście tak jak ja, mogli z nią żyć, być może w pewnych momentach utożsamiać się z nią. Dziękuję Wam, że jesteście.
Zapraszam tym czasem na rozdział trzeci, chyba bardzo wyczekany :)
8 marca 2014
Siedziała
oniemiała, nadal wpatrując się wielkimi oczyma w chłopaka, a właściwie faceta
stojącego przed nią. Mężczyzna, który zdawało jej się wyrósł naprzeciw niej
spod ziemi uśmiechał się, widocznie zawstydzony. Gdy spojrzała na jego dłoń
oddaloną zaledwie kilka milimetrów od jej twarzy, schował ją szybko. Wbiła
wzrok w intensywnie czekoladowe źrenice. Wciągając ciężko tlen przez nos, nadal
była oszołomiona.
-
Nie, to jakaś chora pomyłka - wydukała,
odzyskując po chwili umiejętność mówienia. – Ja czekam na przyjaciela.
-
Więc jestem, skoro na mnie czekasz – stwierdził, zmieszany.
Nie
mogła uwierzyć, że stoi przed nią człowiek, który mimo jej upadłości umiał wprowadzić nikłą
nadzieję i wiarę w każdy dobry gest. Że ma do czynienia z osobą, która
nieświadomie towarzyszyła jej przez połowę życia w najlepszych i najgorszych
jego chwilach. Tom, który był dla niej mężczyzną idealnym, wpatrywał się w nią
czekając na jakąkolwiek reakcję. Nim się zorientowała, schowała twarz w dłonie
i zaczęła przeraźliwie piszczeć. Dotarło do niej, że spełniły się jej marzenia.
Że stoi przed nią facet, którego znała z telewizji, Internetu, prasy, plakatów.
Że jest z nią ktoś, kto zawsze wywoływał gęsią skórkę na jej ciele. Ktoś,
dzięki komu czuła przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Roześmiał się gardłowo,
przypatrując się jej reakcji. Doszedł do wniosku, że to specyficzna i wyjątkowa
dziewczyna, która emanuje taką radością, że aż wydawała się namacalna.
-
Tom?
Udało
mu się jedynie lekko skinąć głową. Dziewczyna poderwała się z miejsca i wtuliła
twarz w jego ciało. Jej pękate palce splotły się ze sobą na wysokości lędźwi
Muzyka. Łzy cisnęły się jej do oczu, piekąc pod powiekami.
Miliony
uczuć buzowały w jej głowie. Była szczęśliwa, bo nie trafiła na psychopatę,
gwałciciela czy seryjnego zabójcę. Wiedziała, że może mu zaufać. A z drugiej
strony jednak czuła się oszukana. To przecież nie był zwykły, szary człowieczek
który po prostu miał dużo pieniędzy i pozwolił sobie na krajoznawczą wycieczkę
do Europy. To przecież był sam Tom Kaulitz. Ogólnoświatowa gwiazda muzyki,
którą każdy mógł rozpoznać. Myśl ta
przywróciła jej umiejętność logicznego i analitycznego myślenia.
-
Chodźmy stąd – poprosiła, chwytając rączkę jego walizki. Chłopak miał problemy
z ręką i dobrze o tym wiedziała. Chciała go odciążyć, więc bez problemu wzięła
sprawy w swoje ręce. Gdy udało im się złapać pierwszą lepszą taksówkę, która
miała odstawić ich pod hotel, bariera pękła.
Podczas
podróży po mieście blondynka opowiadała Idolowi o swoich ulubionych miejscach,
jeśli takie mijali.
-
Łódź nie ma Starbucks’a – stwierdziła smutno, po czym roześmiali się oboje. –
Ale w Manufakturze jest Coffee Heaven, gdzie serwują najlepsze Latte Macchiatto
w mieście!
-
Z pewnością musisz mnie tam zabrać – puścił do niej oczko, zakładając okulary
przeciwsłoneczne.
Gdy
udało się im dogadać z młodym boyem hotelowym, udali się do pokoju. Salon,
połączony z aneksem kuchennym był przestronny i nowocześnie urządzony. Cały
apartament został umeblowany tak, by goście mogli czuć się swobodnie i luźno,
mając dużo miejsca do własnego użytku.
-
Coś do picia? – zapytał Gitarzysta, otwierając chłodziarkę na alkohol.
Wyciągnął różowe, półsłodkie wino, po czym zwrócił się do swojej towarzyszki.
Zamarł,
gdy zobaczył sposób, w jaki na niego patrzy.
***
Gdy
tak patrzyła na jego naturalne, normalne ruchy, nie mogła w stanie uwierzyć, że
to Tom Kaulitz. Przecież wyglądał tak jak on, ruszał się tak, jak kilka lat
temu, miał tak doskonale znany jej głos, tatuaże, kolczyki… czuła, jak łzy
cisną się jej do oczu. Poczuła się jakby wygrała los na loterii pozwalający jej
na ponowny start w inne, lepsze życie. Utkwiła wzrok w jego tęczówkach, które
wydawało się jej, mają kolor mlecznej czekolady. Gdy spostrzegł, prostując się
przy blacie kuchennym, że Oliwia wpatruje się w niego zapamiętale, posłał jej
ciepły uśmiech. Dziewczyna, wyraźnie zmieszana zachowaniem muzyka, zarumieniła
się lekko, nie zmieniając obiektu zainteresowań.
Był
przecież idealny. Najlepszy. W jakiś, z pewnością niewytłumaczalny sposób
kochała go. Jako przyjaciela, idola… kogoś, kto jest bez wad. Kto sam nie
oceniał jej, ani tego co robi. Kto pomagał, dość często bezwiednie. Dawał jej
wszystko, czego potrzebowała, mimo że naprawdę nie był tego świadomy. Była mu
wdzięczna, że zechciał poświęcić jej swój, zapewne niezwykle cenny czas. Że
widział w niej kogoś więcej, niż dziewczynę która ma problemy ze sobą. Tak
bardzo chciała mu pomóc. Sprawić, że będzie czuł się normalnie. Nie jak osoba,
która jest wiecznie na językach ludzi których można przeliczać na setki
tysięcy, albo nawet i miliony. Chciała bardzo, by mógł być tak autentyczny i
swobodny w jej obecności, jak sobie to wymarzyła.
Syknięcie
Gitarzysty, spowodowane nagłym bólem rany postrzałowej sprowadziło ją z
powrotem na ziemię. Zerwała się z miejsca, szybkim krokiem podchodząc w jego
stronę. Przyjrzała się jasnej koszulce chłopaka, pod którą widać było już
powoli przesiąkający krwią plaster z opatrunkiem.
-
Trzeba zmienić – mruknęła cicho, wskazując jednym ruchem głowy na bark. - Mogę
Ci pomóc, jeśli chcesz.
-
Mogłabyś? Wyciągnij z czerwonej walizki czarny kuferek. Bill chyba wszystko tam
zapakował przed moim wyjazdem – poinstruował ją, uśmiechając się delikatnie.
Blondynka zgodnie skinęła głową po czym udała się na poszukiwanie podręcznej
apteczki Przyjaciela. Gdy wróciła, Tom siedział na sofie, uporczywie wpatrując
się w swoje dłonie. Usiadła obok niego, na oparciu kanapy.
-
Tom, musisz zdjąć koszulkę – szepnęła, dość zawstydzona zaistniałą sytuacją.
Chłopak ocknął się z transu swoich przemyśleń i z trudem pozbył się górnej
części garderoby. Oliwia wstała i nachyliła się nad nim. Gdy Gitarzysta skinął
lekko głową, zaczęła powoli odklejać wielki plaster. Kiedy ujrzała całokształt rany, sama miała wrażenie
jakby poczuła ból. Spojrzała na Muzyka, uśmiechając się pocieszająco. Po
zdezynfekowaniu blizny, szybko zakleiła zaognione miejsce.
-
Gotowe – odsunęła się, by podziwiać przez chwilę swoje dzieło.
Nie
miała dość silnej woli, by odmówić sobie przyjrzeniu się ciału Toma. Taksowała
go więc wzrokiem, bez słowa przypatrując się jego skórze, pojedynczym mięśniom
i widocznym żyłom. Miał lekko opaloną skórę na której odznaczały się jasne
włoski. Nie udało jej się wychwycić tkanki tłuszczowej, a mięśnie chłopaka
pracowały nawet przy najpłytszym oddechu. Potrząsnęła włosami, budząc się z
retrospekcji nasuwających się od dłuższego czasu. Odeszła szybko, by Tom nie
mógł wyczuć jej zmieszania. Było jej strasznie wstyd. Choć musiała przyznać, że
miał idealne ciało.
***
Nie
chciał, by wychodziła. Miał problem z wypuszczeniem jej z apartamentu w środku
nocy. Było już po dwunastej, gdy uparła się by wrócić do domu. Obawiał się jej
ojca. Tego, jak zareaguje na podchmielony stan nastolatki. Przecież nie
wiedział nawet, gdzie ona jest.
-
Tom, proszę – powtórzyła, silniej uderzając go w twardą klatkę piersiową. – Naprawdę
dam sobie radę. Bezpośrednio spod hotelu mam tramwaj do domu. Bez przesiadek. I
pięć minut drogi pieszo. Odezwę się jak tylko przekroczę próg.
-
Nie chodzi o dotarcie do celu – warknął, wyobrażając sobie jej ojca. – Chodzi o
to, co może spotkać cię na miejscu, rozumiesz? Boję się o ciebie.
Szok,
jaki wpłynął na twarz blondynki, poraził nawet jego samego. Był po kilku
piwach, zdecydowanie bardziej odważny niż zawsze. Nie zdawał sobie sprawy z
tego, że każde słowo które mówił, choć szczere, nie było do końca przemyślane.
Skarcił się za nierozsądne zachowanie. Jednak miał cichą nadzieję, że to jakoś
poruszy dziewczynę do pozostania z nim.
Ta
jednak, gdy odzyskała normalny wzrok, mówiący o tym, że przetrawiła to zdanie,
objęła go mocno, po czym wybiegła z pokoju. I choć nawoływał ją do momentu, w
którym stracił ją z oczu, był pewien, że i tak nie zawróci.
Jedyne,
co mógł w tej sytuacji zrobić, to ściskać kurczowo telefon i czekać na
jakąkolwiek wiadomość od Oliwii.
Gdy
rozsiadł się w wielkiej hotelowej wannie, po raz kolejny coś ścisnęło go w
przysłowiowym dołku. Miał cichą nadzieję, że nic jej się nie stanie. Że rano
stanie w progu jego pokoju w takim samym stanie, w jakim wyszła. Nienaruszonym.
Nie chciał, by czyjaś ciężka łapa zderzyła się z jej skórą, tworząc sińce, albo
co gorsza rozcięcia. Była przecież sama. Dzięki niej zrozumiał, że ludzie
naprawdę mogą być samotni, nawet w tłumie, otoczeni przez setki obcych. Że nikt
nie usłyszy ich łkania i niemego wołania o pomoc. Miał wrażenie, że poza nim samym,
Oliwia była skazana wyłącznie na siebie.
Zaklął
pod nosem, gdy zdał sobie sprawę z tego, że nawet nie zna jej adresu
zamieszkania, więc nie może nawet sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku.
***
Powiewy
lodowatego wiatru smagały jej twarz. Ciężkie glany z głuchym tąpnięciem
uderzały o nierówny chodnik, gdy próbowała jak najszybciej dotrzeć do swojej
klatki w bloku. Stojąc przed drzwiami na czwartym piętrze, modliła się by
rodzice spali. Starała się bezszelestnie otworzyć zamek w drzwiach, by równie
cicho wejść do środka i przemknąć się do swojego pokoju.
W
momencie, gdy po ciemku zaczęła rozsznurowywać skórzane buty, rozbłysło światło
w salonie, z którego po chwili wyłonił się ojciec, a za nim dość mocno
zdenerwowana matka blondynki. Oboje wlepili w niej nienawidzące spojrzenia.
-
Brawo. Jest prawie druga nad ranem. Może powiesz mi, gdzie podziewałaś się tyle
czasu? Byłaś w burdelu, grubasie? Pracowałaś na kolejne żyletki? – zadrwił
siwiejący powoli mężczyzna. Znała ten ton jego głosu, który nie wróżył niczego
dobrego.
Jednak
umiejętnie panowała nad emocjami. Udało jej się więc ukryć strach rodzący się w
głowie. Skończywszy zdejmować ciężkie obuwie z obolałych stóp, wyprostowała się
powoli. Wiedziała, co może nastąpić i była tego pewna w ponad osiemdziesięciu
procentach. Zacisnęła więc szczękę i pięści, przygotowując się na najgorsze.
Nie
odpowiedziała ojcu na słowne zaczepki, w ciszy czekając na rozwój wydarzeń.
Patrzyła prosto w oczy kolejno matce i ojcu. Wiele razy była w podobnej
sytuacji. Żałowała, że nie ma przy niej Toma. Z pewnością czułaby się lepiej,
gdyby przy niej był. Bez względu na to, co miało się wydarzyć.
-
Więc? Gdzie byłaś, do cholery? – głos rozwścieczonego jej obojętnością
mężczyzny rozniósł się echem po mieszkaniu. Nie czekał na odpowiedź.
Stało
się jednak to, co przypuszczała. Ciężka dłoń ojca zderzyła się z jej oczodołem,
szczęką i policzkiem, wywołując ogromny ból. Blondynka nawet nie skrzywiła się
od naporu ciosów. Nieraz dostawała większy wycisk, od obojga rodziców. Widziała
siebie w ich oczach jako kogoś, kto zasługuje na najboleśniejsze kary na
świecie. Nauczyła się z tym wszystkim żyć. Wiedziała, że sama musi dać sobie
radę. I jakimś cudem naprawdę dawała.
Gdy
usiadła na łóżku, odważyła się napisać esemesa do Toma. Tak, jak się
spodziewała, już kilka wiadomości od niego czekało na przeczytanie. Zignorowała
je mimo wielkiej chęci i napisała zwięźle, że wszystko w porządku, i że
przyjedzie do niego rano. Miała cichą nadzieję, że udało jej się uspokoić
Gitarzystę choć na krótki czas.
***
Zerwał
się o świcie, gdy przez otwarte okna sypialni wpadły pierwsze dźwięki budzącego
się do życia miasta. Stukot kół tramwajów, odgłosy klaksonów, wycie syren
pogotowia, policji i straży pożarnej przedzierały ciszę panującą jeszcze kilka
godzin wcześniej. Pokój powoli zalewał poranny blask wschodzącego słońca.
Dochodziła szósta trzydzieści, gdy wyszedł spod prysznica. Ciszę panującą w
pomieszczeniach, gdy parzył pierwszą kawę tego dnia, delikatne pukanie do
drzwi. Otwierając drzwi, zachłysnął się powietrzem.
Oliwia
stała przed nim w ubraniach z poprzedniego dnia, z opuszczoną głową.
-
Mogę? – zapytała, nadal uporczywie wpatrując się w podłogę. Muzyk bez wahania
wciągnął ją do środka i zamknął szybko drzwi.
Gdy
tylko korytarz zniknął jej z oczu, rozpłakała się. Głuchy szloch, ukrywany pod
barierą utworzoną z jej przemarzniętych dłoni, rozległ się po przestrzeni.
Niepewnie uniosła głowę, kierując spłoszony wzrok na zszokowanego Kaulitza.
Chłopak zamarł, widząc w jakim stanie jest blondynka.
-
Do salonu, natychmiast – zarządził, popychając ją w stronę kanapy w głębi
ogromnego pomieszczenia. Dziewczyna bezwładnie opadła na miękkie siedzenie, nie
wypowiadając ani słowa. Po chwili Tom wcisnął jej kubek z herbatą w dłonie i
usiadł naprzeciw niej, na rogu małego stolika do kawy. Chwycił jej twarz w
dłonie i uniósł ponownie, by móc ocenić powstałe w nocy szkody.
Przez
dłuższą chwilę przyglądał się zadrapaniom, sińcom i opuchniętej twarzy Oliwii.
-
Mogłaś przecież zostać na noc – westchnął, gdy dziewczyna przemilczała
wszystkie zadane wcześniej pytania. – Dałbym radę zdrzemnąć się na kanapie.
Dziewczyna
jedynie pokręciła przecząco głową. Naciągnęła starą bluzę na przedramiona,
zaciskając w pięściach ściągacze. Nie miała odwagi rozmawiać z Tomem o swoich problemach. Nie prosto w
oczy. Co miała mu powiedzieć? Że ojciec znęca się nad nią? Że matka nie chce
jej pomóc przezwyciężyć choroby, jaką jest depresja? Że ma milion kompleksów, z
którymi nie umie sobie poradzić, a blizny pokrywają jej nogi i ręce niczym
pieprzyki?
Widział
jej strach, który tak łatwo mógł odczytać z jej przerażonego wzroku. Uciekała
od jego spojrzenia. Gdy wcisnęła ręce między uda domyślił się, że Oliwia nie
powiedziała mu wielu istotnych rzeczy. Każdy miał swoje tajemnice, to jasne.
Jednak martwił się o nią. W jego odczuciu nic nie było normalne. Nie w jej
życiu. Zdał sobie sprawę, jak bardzo cierpiała. Była jednak dzielna. Nie
pokazywała bólu, uważał to za nie lada wyczyn.
Kiedy
spostrzegł że blondynka wstała sam zerwał się na równe nogi. Oliwia jednak nie
próbowała uciec. Stanęła koło zestawu stereo i spojrzała pytająco na Muzyka.
Ten tylko uśmiechnął się do niej lekko, kiwając potwierdzająco głową.
Przeszył
go dreszcz, gdy po podłączeniu przez dziewczynę nośnika pamięci do urządzenia
usłyszał głos własnego brata.
-
Przepraszam – westchnęła, zmniejszając szybko ilość decybeli. – Chciałam się
tylko uspokoić.
Doskonale
znał tekst piosenki. Podszedł do niej i zdrową ręką chwycił jej dłoń w mocny
uścisk. Zdecydowanie, z jakim postępował względem niej dziwił go coraz bardziej
z każdą chwilą.
Była
mu wdzięczna za okazaną bezinteresowną pomoc, jednak naprawdę nie wiedziała jak
mogłaby mu się odwdzięczyć. Zrobił dla niej więcej, niż mogłaby się spodziewać.
Uśmiechnęła się na myśl, że nie myliła się co do Toma. Był naprawdę czułym na
ludzką krzywdę facetem, który szanował innych, bez względu na to, co mówiono na
świecie. Była dumna z tego, że jej Idol nie jest tylko i wyłącznie pazernym na kasę pozerem, chcącym
zrobić na wszystkich wrażenie.
Czuła,
jakby nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Miał urok, pieniądze i
znajomości. Czyli wszystko to, co potrzebne było do zdobycia świata. Miała
wrażenie, które zakrajało o pewność, że
zdobył wszystko, czego oczekiwał w życiu. Był pewnym siebie,
zdecydowanym facetem, któremu nie oparłaby się żadna kobieta. Ona sama, mimo że
intencje Muzyka były czysto przyjacielskie, dałaby się uwieść już za pierwszym
razem. Kto wie, może pojechałaby za nim nawet na drugi koniec świata.
***
10 marca 2014
Siedział
w pustym domu, opierając łokcie na zimnym blacie kuchennym wykonanym z jasnego
granitu. Wymieniał z Tomem rekordowe ilości wiadomości SMS, który jak
zafascynowany opowiadał o tym, jak jest za oceanem.
Zastanawiał
się, co takiego jest w tej Oliwii, która tak pozytywnie wpłynęła na jego brata.
Jaka była? Naprawdę tak krucha i delikatna, jak mówił Tom? Przecież od zawsze
było wiadomo, że starszy z bliźniaków gustuje jednak w kobietach zdecydowanych,
a co najważniejsze starszych. Może nie pomijając Rii, która miała być tylko
chwytem reklamowym, a z którą wyszło tak, jak wyszło. Wokalista zaśmiał się pod
nosem z głupoty brata, który nadal był przekonany, że Bill nie wie o
pierścionku zaręczynowym, który zakupił dla Sommerfeld.
Znów
poczuł się egoistą. Brakowało mu brata, chciał mieć go znów blisko i na
wyłączność. Rozumiał to ktoś? Bliźniaczą telepatię, o której tak głośno było na
świecie? Szczerze w to wątpił. Uważał, że nawet Simone nie miała świadomości w
jaki sposób para jej pierworodnych potrafi rozmawiać ze sobą bez użycia słów.
Telepatia byłaby tutaj świetnym wytłumaczeniem, choć nieraz zastanawiał się nad
wzajemnym czytaniem w myślach, które jest powiązane z genotypem o tej samej sekwencji.
No bo przecież skoro są bliźniętami jednojajowymi, to ich kod DNA musiał być
identyczny. Oni byli. Na zewnątrz, gdyby ogolić im włosy, wyrobić identyczną
budowę ciała i obedrzeć ich z ubrań… bez wątpienia byliby identyczni. Więc
skoro tak, to wewnątrz wszystko było również takie samo. A co w takim razie z
charakterem? Tak, tego był pewien. Różnili się niczym ogień i woda. Jednak i to
sprawiło, że mogli lepiej się porozumieć. Przez uzupełnianie się. Jedna dusza w
dwóch ciałach.
Gdy
uzmysłowił sobie, że pierwszy raz doszło do ich długiej rozłąki, łzy zapiekły
go pod powiekami. Moment, w którym zdał sobie sprawę, że jest oddalony od brata
przez kobietę, uderzył go niczym śmiertelny strzał w serce.
Tak,
był słaby. Nie umiał, nie próbował i nie chciał żyć bez Toma. Był pewien że
Gitarzysta, mimo tak wielkiej odległości poczuł jego żal, ból i tęsknotę, które
wytworzyły bezbrzeżny ocean cierpień, przez który nie umiałby przepłynąć w
pojedynkę. Bo nikt inny, tylko jego brat był jego tratwą. Mentalną tarczą,
która nie pozwalała nikomu go krzywdzić.
Pierwszy
raz, odkąd tylko sięgał pamięcią poczuł się samotny. Bezbronny. Tak bardzo
potrzebował kogoś obok. I już wiedział, jakie życie prowadziła Oliwia.
Życie
pustelnika, wędrującego po pustyni bez wody, jedzenia i towarzysza, któremu
mogłaby powierzyć wszystkie swoje tajemnice. I całe jestestwo.
Gdy
uderzył w niego chłód zimnej pościeli, zakopał się pod kołdrą tak szczelnie, że
nie docierało do niego świeże powietrze i tlen.
-
Tom, wracaj proszę – wychrypiał do telefonu jak małe dziecko, po czym odrzucił
urządzenie na materac, nie zwracając uwagi na krzyki i lamentowania Gitarzysty
gdzieś po drugiej stronie. Jeszcze nigdy za nikim tak nie tęsknił. I jeszcze
nigdy tak bardzo nie płakał z bezsilności. I jeszcze nigdy wcześniej nie
potrzebował zobaczyć swojego brata tak, jak teraz.
Przecież
każdy z nas ma uczucia, prawda?
Cóż... Nie posłuchałaś mnie małpo, choć jak Ci o tym pisałam to powiedziałaś, że OKEJ Xd Nie, to nie! Nie będzie kolorowo, nie będę słodzić. :D Pierwszy wątek jest dla mnie za słaby pod względem opisowym, emocjonalnym i uczuciowym.
OdpowiedzUsuńEh, kolejne za to są dużo lepsze. Można by rzec, że nadrabiają za początek xD Ale nie rzeknę, bo wszystko powinno być idealne, a żeby było nie może być coś słabsze od innego... Czy coś :D Podobało mi się wszystko co działo się w hotelu, gdy jednak zaczęła o Nim myśleć i się na niego gapić xD Stwierdzam, że jednak jest NORMALNA :D
Tak poza tym, ten odcinek chyba jest pierwszym, który boli. Jeśli wiesz co mam na myśli ^^
A Bill? Bill? Co mu się stało? To tylko tęsknota, czy wydarzyło się coś więcej? Biedny. Chcę go przytulić ;c Daaaj <3
(weź mu tam podrzuć chociaż jakąś Kamilę, czy coś xDD) ]:->
Chyba każda, normalna osoba, zachowałaby się tak jak Oliwia na na widok swojego idola, z którym się rozmawia, ma za przyjaciele, a kompletnie się o tym nie wie. Hahaha, zaczęła się na niego gapić, ale to raczej naturalne, nie da się oprzeć kaulitzowemu ciału, jak i Toma tak i Billa. Bill, co się z nim dzieje? Jakaś większa sprawa, bo nie chce mi się wierzyć, że tak o sobie tęskni za bliźniakiem. Przyleci tam do niego? Jeśli tak, to jaka będzie reakcja Oliwii na to wszystko. Czekam na więcej i weny życzę! :*
OdpowiedzUsuńNormalnie się popłakałam! Biedna Oliwia... Sama najchętniej bym weszła i zamordowała jej ojca ale to jednak opowiadanie. A Tom? No cóż to kochany facet i na pewno nie zostawi jej samej. Najlepiej jak ją weźmie ze sobą do LA. Mi by się to podobało no ale to moje wyobrażenie :) Oczywiście czekam na ciąg dalszy i życzę udanej pracy nad kolejnym rozdziałem <3
OdpowiedzUsuńPiękny, cudowny,boski... istne cudo. Chce więcej !!
OdpowiedzUsuńUzależniłam się normalnie od tego bloga ,cały czas (czyli co godzinę) na niego zaglądam i sprawdzam czy pojawił się nowy rozdział.
A poza tym to ja na miejscu Oliwii zareagowałabym chyba... bardziej energicznie ( krzyki, wrzaski, piski aż w końcu omdlenia itp.)
Szkoda jedynie że ma takich rodziców... to jest naprawdę przykrę :(
Czekam na następny odcinek :D
Odcinek genialny! Szkoda, że Oliwia nic nie powiedziała o tym Tomowi. Mam nadzieję, że jakoś się ułoży u Oliwii. A może tak Tom zabrał by Oliwię do siebie do LA? To tez jakieś rozwiązanie by było. Czekam na kolejny odcinek :P Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNominowałam Cię do Liebster Award :)
OdpowiedzUsuńWięcej informacji znajdziesz na moim blogu pod postem:
http://wolimy-byc-marzycielami.blogspot.com/2014/09/liebster-aword.html
Jakimś cudem po wielu próbach znów tu ląduję i tym razem nadrobiłam zaległe odcinki.
OdpowiedzUsuńWidzę, że opowieść rozwija się powoli skrywając w sobie wiele smaczków. Karmisz nas niedopowiedzeniami i kruczkami w tekście, co sprawia, że chcę więcej! Nie obijaj się kobieto, przezwycięż lenia, znajdź trochę czasu i napisz coś znów, bo ja mam apetyt na więcej.
Ściskam i życzę weny.
Wpadłam tu przypadkiem i myślę, że zostanę na dłużej.
OdpowiedzUsuńNo i się spotkali i.... och. Cudownie. Nie wiem, co mogłabym napisać, ale straaasznie chcę wyrazić swą radość, iż w pierwszym, jak dotąd, opowiadaniu, które czytam zostało wstawione moje ukochane miasto. Trochę mi szkoda Oliwii, ale wierzę, że Tom zajmie się nią odpowiednio. A co do Billa... Podoba mi się sposób w jaki opisałaś ich bliźniaczą więź. Bardzo!
Czekam na kolejny rozdział i liczę na informację u siebie, że już się pojawił ;)
Pozdrawiam i obiecuję wpadać częściej. :)
Też wpadłam niechcący powiem szczerze, ale przypadkiem nie odejdę ;). Blog genialny. Uczucia całej trójki opisujesz tak realistycznie, że to jest aż niemożliwością. Miło ze strony Toma, iż pomaga Oliwi, że chce się zmienić. Szkoda mi zarówno Toma ze względu na Rię (mam nadzieję, że już się więcej nie pojawi -.-) i Oliwii- która ma jednym słowem przesrane w życiu. A Bill... no cóż. Popłakałam się prawie przy końcówce. Czekam z niecierpliwością na następny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
Jeeej,taki smutny ten rozdzial.
OdpowiedzUsuń